Wojciech Mońka w rozmowie z dziennikarzami po zakończeniu sezonu podkreślał, że nie wyobraża sobie pożegnania z Lechem Poznań i jeśli w najbliższym czasie nie pojawi się naprawdę konkretna oferta, nie zamierza opuszczać swojej drużyny. Oferty jeszcze nie było, ale kandydatura 19-latka pojawiła się w gabinetach PSV Eindhoven - donosi niderlandzki dziennik "Eindhovens Dagblad".
Mistrzowie Holandii rozglądają się za perspektywicznym środkowym obrońcą i choć na szczycie listy życzeń mieli innego piłkarza, niewykluczone, że choć na chwilę zerkną w kierunku wychowanka Kolejorza. Początkowo Holendrzy spoglądali w stronę Ruuda Nijstada, zawodnika Twente FC. Sprowadzenie go już wydawało się kosztowną opcją, a dodatkowo ligowy rywal zagrał PSV na nosie i w piątek przedłużył kontrakt z 18-latkiem. To sprawia, że "Rolnicy" będą rozważali tańszą opcję, ale czy sięgnięcie po Polaka faktycznie miałoby być dla nich bardziej opłacalne?
PSV nie zagląda do naszego kraju. Nie będą chcieli wydać takich pieniędzy w Polsce
Mistrzowie Polski nie mają parcia, by sprzedać Mońkę w letnim oknie transferowym. Jeśli ktoś będzie chciał go wykupić, musi liczyć się z wydatkiem przynajmniej 10 mln euro. Mowa tu o piłkarzu, który osiąga taką wartość już jako nastolatek, a Lech jeszcze nigdy nie sprzedał za takie pieniądze zawodnika poniżej 20. roku życia. W stolicy Wielkopolski mogą śmiało myśleć o rekordzie transferowym, a to raczej skutecznie odsunie Holendrów od dalszych negocjacji.
PSV to klub, który nie jest chętny do wydawania tak dużej kwoty na piłkarzy z lig pokroju Ekstraklasy. Być może wypadamy źle w ich oczach, bo ostatni raz sprowadzali piłkarza z naszej ligi w 2010 roku, gdy płacili aż 3,8 mln euro za Marcelo z Wisły Kraków.
Dodatkowo w ostatnim sezonie wydali aż 63,8 mln euro, co wcześniej w ogóle im się nie zdarzało. Przy okazji pobili swój rekord transferowy, sprowadzając Rubena van Bommela za 15,8 mln euro. Nie muszą zaciskać pasa, bo sporo potrafią zarobić też na transferach wychodzących, ale w tym wypadku raczej będą starali się zaoszczędzić. Na wzmocnienia w defensywie tylko dwa razy wydali kwotę rzędu wspomnianych 10 milionów. Tino Baumgartl z VfB Stuttgart kosztował 12 mln euro, a Philipp Max (były lewy obrońca FC Augsburg) - równe 10 mln euro. Obaj byli już bardziej doświadczonymi piłkarzami i rywalizowali na poziomie Bundesligi.
Holandia nie jest popularnym kierunkiem dla naszych ligowców
Warto dodać, że polskie kluby praktycznie nie sprzedają swoich piłkarzy do Holandii - częstszym kierunkiem w ostatnich latach jest np. Belgia. Lech Poznań jeszcze nigdy w swojej historii nie zarobił na transferze do holenderskiego klubu, choć w drugą stronę powędrował m.in. Patrik Walemark z Feyenoordu Rotterdam za 1,8 mln euro.
To o tyle ciekawe, że Kolejorz doskonale zna rynek holenderski i jeszcze kilka sezonów temu miał na ławce szkoleniowca z tego kraju, Johna van den Broma. W ostatnich latach kilku piłkarzy trafiało też do Polski bezpośrednio z tamtejszych klubów, nawet bez kwoty odstępnego. Nie zawiązała się jednak żadna transakcja w przeciwnym kierunku i trudno wskazać, by coś miało się tego lata zmienić.
Komentarze (0)