Wings for Life World Run to zawody, w których biegacze nie zmierzają do mety. To ona podąża za nimi w formie samochodu pościgowego, a zwycięża ten, kto zostanie złapany na trasie jako ostatni. Impreza jest dla wszystkich - tych, którzy uprawiają sport profesjonalnie, pasjonują się bieganiem, ale też debiutują lub chcą wesprzeć charytatywną akcję. 100 proc. opłat startowych oraz darowizn jest przeznaczone na finansowanie badań nad urazami rdzenia kręgowego, zaś działania administracyjne fundacji Wings for Life w całości pokrywa Red Bull.
Polak jednym z najlepszych na całym świecie. W Poznaniu zwyciężył po raz dziewiąty
Triumfatorem tegorocznej edycji okazał się ponownie Japończyk Jo Fukuda, który ustanowił nowy rekord. Zakończył bieg na dystansie 78,95 km. Drugi w klasyfikacji generalnej uplasował się Dariusz Nożyński - ambasador biegu w Polsce i zwycięzca dziewięciu edycji w Poznaniu. W tym roku najlepszy z Polaków przebiegł 67,96 km. Na podium znalazło się miejsce dla Austriaka Andreasa Volty.
Monika Brzozowska to z kolei najlepsza wśród Polek. W Wielkopolsce pokonała dystans ponad 52 km. Finalnie została sklasyfikowana na czwartej pozycji w światowym rankingu kobiet. Wśród pań triumfowała Holenderka Mikky Keetels, która wyprzedziła dwie reprezentantki Niemiec - Esther Pfeiffer i Imke Salander.
Duże zadowolenie na twarzach biegaczy
W tym roku trasa w Poznaniu poprowadziła uczestników nieco inaczej. Mieli okazję odwiedzić centrum miasta po drodze mijając m.in. CK Zamek oraz Park Cytadela. Standardowo po około 20 kilometrach, biegacze kontynuowali zmagania w kierunku pobliskich miejscowości jak np. Tarnowo Podgórne. O swoich wrażeniach po biegu opowiedziała nam Weronika Szpotańska, jedna z uczestniczek tegorocznej edycji.
- Trasa w Poznaniu była rewelacyjna! Biegło się lekko, równo i z takim flow, że aż sama byłam w szoku, jak dobrze mi idzie. Moment na rondzie Kaponiera to był absolutny hit. Mijaliśmy się z innymi biegaczami i choć trasa była za szeroka, żeby przybić piątki, to krzyki dopingu niosły jak turbo. Energia ludzi była niesamowita. Na całej trasie mnóstwo kibiców - doping, okrzyki, muzyka, uśmiechy. To robi ogromną różnicę, bo czujesz, że biegniesz nie tylko dla siebie - powiedziała.
Nasza rozmówczyni rok wcześniej sprawdzała swoje możliwości podczas Wings for Life World Run w Zadarze. Wtedy zbliżyła się do 15 km. W tym roku udało się przebiec już 25,81 km.
- Jestem mega zadowolona, bo zrobiłam aż 11 km więcej, niż za pierwszym razem w Chorwacji. To dla mnie ogromny progres i dowód, że treningi robią robotę. Czuję się zmęczona, ale szczęśliwa. Nogi palą, ale głowa jest lekka i pełna satysfakcji. To jest ten rodzaj zmęczenie, który daje uśmiech, a nie narzekanie - dodała Weronika Szpotańska.
Wspaniała atmosfera w stolicy Wielkopolski! Na starcie wielu celebrytów i sportowców
Wings for Life każdego roku wspiera duża grupa ambasadorów, których można spotkać na trasie. Najważniejszym jest Adam Małysz, który od dekady zasiada za kierownicą samochodu pościgowego i rusza w pogoń za uczestnikami. Stał się już symbolem biegu w Polsce, ale wiele znanych postaci w polskim show-biznesie też ma na swoim koncie pokaźną liczbę startów. Tegoroczna edycja była już jedenastą dla Alana Andersza - aktora oraz tancerza.
- Ogólnie klimat jest wybitny. Bieganie nie jest moją koronną dyscypliną, a to jest bieg, w którym biorę udział, bo tu nie czujesz napięcia. Nie ma tego gonienia po wynik. Wszyscy pytają, jak biegnę, a ja odpowiadam normalnie - lewa, prawa noga (śmiech). Tu chodzi o to, żeby się dobrze bawić. Wszyscy się wspierają, cel jest szczytny - mówił w rozmowie z nami Alan Andersz.
To bieg, który łączy pokolenia i ludzi na całym świecie. Udział może wziąć każdy, kto ukończył 16 lat. Atmosfera od samego rana była wręcz nie do opisania, a liczba chętnych wzrasta z każdym rokiem.
- Ilu ludzi pokochało bieganie! Z każdym rokiem jest coraz lepiej. Takie wydarzenia to są najlepsze imprezy w moim życiu, nawet lepsze niż w jakimkolwiek klubie! Przeżyć całą tę otoczkę, to wyjątkowa okazja i myślę, że to bardziej mobilizuje do kolejnych biegów - powiedziała nam Vanessa Rojewska, influencerka.
- To taka poczta pantoflowa. Ludzie widzą, jak to zaraża, a dzięki temu ta atmosfera robi się coraz większa. Startując dwa lata temu, pierwszy raz popłakałem się po biegu. Ta atmosfera na trasie jest tak wspaniała. Ludzie, którzy kibicują i ludzie, którzy biegną obok ciebie. To, że uciekasz i te ostatnie metry dajesz z siebie 200 proc. to też jest wspaniałe. Poznajesz siebie podczas tego biegu po prostu - dodał Kamil Szymczak, jeden z czołowych tiktokerów w kraju.
Komentarze (0)