Panie radny, mijają właśnie dwa lata od wyborów samorządowych. Jakie decyzje wójta i urzędu gminy uważa Pan za najważniejsze w pierwszej połowie tej kadencji?
– Ta kadencja samorządu Gminy Tarnowo Podgórne jest przede wszystkim kadencją kontynuacji i braku odważnych decyzji. Zamiast ambitnego planu rozwojowego widzimy często gaszenie pożarów: spóźnione decyzje dotyczące rozbudowy szkół, dróg i infrastruktury. Pojawiają się też pomysły wprowadzane ad hoc, bez wystarczającego namysłu nad rzeczywistymi potrzebami mieszkańców.
Dobrym przykładem jest planowane Centrum Przedsiębiorczości w samym centrum Tarnowa z pomieszczeniami dla mikroprzedsiębiorców wynajmowanymi na godziny. To idea sprzed 20 lat. Cała ta sfera drobnych spotkań biznesowych, zwłaszcza po pandemii, przeniosła się przecież do Internetu.
Cieniem tej kadencji jest też podniesienie przedsiębiorcom, w tym najmniejszym, podatków lokalnych. Głównie mam tu na myśli podatek od nieruchomości dla przedsiębiorców. W 2025 roku stawki wzrosły o 15%, podczas gdy średnioroczna inflacja wyniosła 3,6%. W 2026 roku stawka dla budynków związanych z działalnością gospodarczą wzrosła o kolejne niemal 7%, przy prognozowanej inflacji średniorocznej rzędu 2,5–3,0%. To oznacza, że lokalne podatki dla przedsiębiorców rosły znacznie szybciej niż ceny i są już wyższe niż średnia dla Wielkopolski. W gminie, która swój dobrobyt zawdzięcza w dużej mierze przedsiębiorcom, to decyzja trudna do zaakceptowania.
Pozytywnym wyjątkiem są inwestycje w obiekty sportowe, choć i tu trzeba się zastanowić nad sensownością niektórych pomysłów. W tej chwili np. planujemy budowę trzech stadionów lekkoatletycznych. Może wystarczyłby jeden, a zamiast dwóch pozostałych oddajmy większą liczbę mniejszych obiektów dla młodzieży?
Styl zarządzania gminą. Czy sprzyja on dialogowi z mieszkańcami?
– Wójt Tadeusz Czajka rządzi gminą od 20 lat. To z jednej strony ogromne i niezastąpione doświadczenie, z drugiej – nawyki, utarte schematy działania, a nade wszystko awersja do jakichkolwiek niezależnych inicjatyw, które nie są pod kontrolą urzędu. Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej nazywa ten proces oligarchizacją.
Wydaje mi się, że wójt naszej gminy nie rozumie, że rzeczywistość się zmienia i uparcie chce tkwić w roli „dobrego gospodarza”, który wszystko wie najlepiej. W tej koncepcji rada gminy, niezależni radni i głos mieszkańców, wyrażany choćby w konsultacjach czy petycjach – to przykry obowiązek, którego nie da się zignorować, ale który nie powinien zakłócać pracy wójta.
Dla mnie największym szokiem jest to, że radni naszego klubu – niemal 40% rady – są traktowani jak radni drugiej kategorii, ignorowani przy podejmowaniu decyzji i rugowani z przestrzeni publicznej. Wielokrotnie proponowaliśmy wójtowi współpracę, zgłaszaliśmy projekty uchwał, złożyliśmy ponad 120 wniosków do ostatniego budżetu. Czy nasi wyborcy są gorsi?
Na szczęście mamy w naszym klubie „Gmina Obywatelska” pracowitych radnych, którzy potrafią korzystać ze swoich mandatów i nie poddają się presji. Mamy w gminie wielu życzliwych urzędników, kierujących się etosem samorządowym, a nie doraźnym interesem aktualnej władzy. Mamy w końcu sołtysów i rady sołeckie, które w większości myślą kategoriami dobra mieszkańców, a nie celów politycznych. Bo samorząd to my wszyscy.
Komunikacja władz gminy z mieszkańcami. Pewnie również ma Pan sporo zastrzeżeń w tej kwestii...
– Władza wykonawcza, czyli wójt, posiada w naszej gminie faktyczny monopol na środki komunikacji z mieszkańcami – i całymi garściami z niego korzysta. Po 20 latach rządzenia gminą udostępnił radnym od siebie niezależnym zaledwie 6 promili powierzchni „Sąsiadki” – pisma utrzymywanego przecież przez wszystkich mieszkańców. Relacje z wydarzeń gminnych są też tak przedstawiane, by promować wójta i radnych, których on wspiera. Jak to się ma do prawa do informacji i równego dostępu do gminnych mediów publicznych? Zadziwiające, że ci sami ludzie, którzy parę lat temu walczyli o wolne media na poziomie krajowym, stosują podobne metody lokalnie.
W „Sąsiadce” nie dostaniemy też rzetelnych informacji o tym, co dzieje się w Radzie Gminy. Monopol na opisywanie sytuacji ma radny Stanisław Garstecki, przewodniczący Rady Gminy wybrany głosami większości związanej z wójtem, który skrzętnie pomija w swoich raportach wszelkie kontrowersje i zdania odrębne. Czytając te sprawozdania, mam wrażenie, że mieszkańcy dostają przekaz jednostronny: bez sporów, bez zdań odrębnych i bez informacji o tym, jakie argumenty padały po drugiej stronie.
Dzisiaj budzi to już na szczęście tylko niesmak, bo media społecznościowe robią swoje. Nasz cykl publikacji „Tego nie przeczytasz w Sąsiadce” ma widownię wielokrotnie większą niż nakład gminnej gazety.
Komunikacja w drugą stronę – od mieszkańców do urzędu – funkcjonuje jeszcze gorzej. Skargi mieszkańców są rozpatrywane negatywnie, petycje odrzucane, a wyniki konsultacji społecznych – ignorowane. Ale tego też nie dowiemy się z „Sąsiadki”.
Wróćmy jeszcze do słynnej ankiety przeprowadzonej w gminnych szkołach.
– Pyta pan o rzecz, która wzbudziła ogromne kontrowersje wśród rodziców. W pewnym momencie wśród polityków pojawiła się pokusa wykorzystania tematu. Na szczęście nieudana.
Ankiety są uznanym narzędziem diagnostycznym, ale w tym przypadku zabrakło wrażliwości i lepszej komunikacji z rodzicami. Po rozmowach z nauczycielami, dyrektorami i przedstawicielami kuratorium mam wrażenie, że problem został zrozumiany, a wnioski wyciągnięte. Co najważniejsze, zostały już zastosowane – na przykład w Lusówku kolejna ankieta, tym razem wewnątrzszkolna, została przeprowadzona z poszanowaniem praw rodziców. I tylko o to chodzi!
W złą stronę natomiast poszła dyskusja o wynikach tej pierwszej ankiety. Niektórzy zapomnieli, że ankiety to nie jedyne narzędzie diagnozujące i należy na nie patrzeć przez pryzmat rozumienia pytań, szczerości odpowiedzi, zdolności do samodiagnozy, dojrzałości respondentów i konfrontować z innymi źródłami wiedzy – np. obserwacjami rodziców i nauczycieli. Traktowanie wyników jako „prawdy objawionej” to uproszczenie i błąd metodologiczny.
W dyskusji nad wynikami bardzo skupiamy się na pomocy instytucjonalnej, choć z samej ankiety wynika, że zaufanie do instytucji jest najmniejsze. Za mało mówimy o wsparciu rówieśniczym, o tworzeniu przestrzeni do rozwoju pasji (także pozasportowych), o edukacji pozaszkolnej. Liczę jednak, że z dyskusji, którą wywołała ankieta, wyniknie coś dobrego: realne wsparcie dla młodzieży, większa rola rodziców i nauczycieli oraz więcej przestrzeni do rozwoju pasji, także pozasportowych.
Tor Poznań. Czy – Pana zdaniem – gmina powinna aktywniej uczestniczyć w poszukiwaniu kompromisu między mieszkańcami a funkcjonowaniem toru?
– Nie wiem, czy słowo „kompromis” jest tu najszczęśliwsze. Mamy do rozwiązania dwa problemy – problem hałasu i problem ryzyka związanego z możliwością zamknięcia Toru Poznań. Zanim przejdziemy do myślenia o kompromisie – szukałbym przede wszystkim rozwiązań technicznych, które z jednej strony zabezpieczą mieszkańców, a z drugiej – nie będą nadmiernie ograniczać funkcjonowania Toru. Gdy wyczerpiemy te możliwości, wtedy pozostanie nam szukanie kompromisów, czyli mniejszego zła. Wzorców rozwiązań na świecie jest całkiem sporo, nie musimy wymyślać koła od nowa.
Chcę przy tym podkreślić jedną rzecz – zupełnie nieakceptowalny był dla mnie hejt, jaki wylał się na mieszkańców Przeźmierowa. Tam, gdzie istnieją takie obiekty, są i konflikty – to jest normalne i nikt nie może być hejtowany, że korzysta ze swojego prawa do protestu. To powołane do tego instytucje mają sprawdzić, czy protest jest zasadny czy nie i wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za decyzje. Uważam, że w tej sprawie władze gminy powinny wyraźniej stanąć w obronie dobrego imienia mieszkańców.
Jak Pan ocenia sposób prowadzenia polityki przestrzennej w gminie?
– Dużą nadzieję urbaniści w całej Polsce wiązali z planami ogólnymi. Jednym z kluczowych elementów reformy jest mechanizm bilansowania terenów mieszkaniowych, oparty na porównaniu zapotrzebowania na nową zabudowę mieszkaniową z chłonnością terenów niezabudowanych. W praktyce oznacza to, że gmina nie będzie mogła uruchamiać kolejnych terenów pod zabudowę mieszkaniową, jeżeli istniejące rezerwy przekraczają ustawowy limit. Niestety, w wielu miejscach sama zapowiedź tych ograniczeń stała się impulsem do przekształceń „last minute”. W ten sposób np. zmieniono najcenniejsze tereny przeznaczone dotychczas pod zalesienie w Lusówku na tereny mieszkaniowe.
Nadmierna zabudowa, brak zieleni, niedojrzała infrastruktura, potworne korki – to bezpośrednie konsekwencje nierozważnej polityki przestrzennej ostatnich 20 lat.
Jakie są dziś trzy najważniejsze wyzwania dla gminy Tarnowo Podgórne?
– Zrównoważony rozwój. Gmina rozwija się nierównomiernie, są wioski, które w ostatnich latach mocno urosły, inne, które cały czas się rozwijają i takie, które osiągnęły już poziom stabilności. Poziom rozwoju infrastruktury społecznej nie nadąża za tymi zmianami. A to kluczowy parametr. Bo nie statuetki i nagrody dla wójta są wyznacznikiem dobrostanu gminy, a to, czy mogę wyjechać z domu po utwardzonej drodze, nie stać w korku na wylotówce, a moje dziecko może bezpiecznie dostać się do szkoły, a po szkole skorzystać z placu zabaw czy w inny pożyteczny sposób zagospodarować swój czas.
Druga sprawa to udrożnienie połączeń transportowych w gminie i między gminą a Poznaniem – miejscem pracy i nauki wielu naszych mieszkańców. Zwiększenie liczby autobusów, obwodnice wokół miejscowości, sprawne dojazdy w godzinach szczytu, a może w przyszłości kolej czy szynobus? Gmina Tarnowo Podgórne nigdy nie będzie samowystarczalna pod względem dostępu do rynku pracy, kultury czy edukacji. To świetne miejsce do życia i odpoczynku, ale w wielu aspektach pozostaniemy zależni od Poznania. Liceum i technikum nigdy nie będą miały oferty edukacyjnej zaspokajającej potrzeby naszych dzieci, a GOK Sezam (choć robi świetną robotę) nie stworzy takiej oferty, jaką ma Poznań. Tak więc sprawna komunikacja publiczna i prywatna to kluczowy czynnik rozwoju.
Trzecia sprawa to szeroko – i zdrowo – rozumiana ochrona przyrody. Odpoczynek na łonie przyrody to jeden z głównych czynników dobrostanu. Tymczasem lesistość Gminy Tarnowo Podgórne wynosi zaledwie 6,4%. Jesteśmy jedną z najsłabiej zalesionych gmin w Wielkopolsce, a mimo to zakusy na tereny zielone nie słabną. Jezioro Lusowskie, nasza perła przyrodnicza wraz z całą Doliną Samy poddawane są nieustannej presji zabudowy. Władze gminy jej ulegają. Do tego podejmują dziwne, niepoparte naukowymi analizami inwestycje „ekologiczne” typu budowa sztucznego jeziora na Szuminie – niecałe 2 km od Jeziora Lusowskiego. Wiele osób ma podejrzenia, że ekologia w tym wypadku to zwykła wymówka.
Gospodarowanie budżetem gminy w ostatnich dwóch latach. Jak Pan je ocenia?
– Mądre decyzje sprzed dekad i położenie geograficzne powodują, że mamy przewagę nad innymi gminami w regionie. Problemem nie jest to, skąd wziąć pieniądze. Problemem jest to, czy środki, którymi gmina dysponuje, wydajemy odpowiedzialnie, zgodnie z potrzebami mieszkańców, czy też wydajemy je bez namysłu. W mojej ocenie różnie z tym bywa. Obok oczekiwanych inwestycji – jak rozbudowy i modernizacje szkół – podejmujemy też takie, które trudno racjonalnie uzasadnić.
Symbolem nietrafionych inwestycji są tężnie: kosztowne w utrzymaniu, przynoszące straty i znacznie mniej potrzebne mieszkańcom, niż zakładano. Podobne pytania budzą zakup budynku po dawnej Gminnej Spółdzielni w centrum Tarnowa Podgórnego czy budowa sztucznego jeziora na Szuminie. To pierwsze z brzegu przykłady nieracjonalnych wydatków, przy jednoczesnym zaniedbywaniu infrastruktury służącej na co dzień każdemu z nas.
W budżecie uderza też liczba niezrealizowanych na czas inwestycji. Cytując klasyka – „cóż szkodzi obiecać” w budżecie, a później – oczywiście z powodu trudności obiektywnych – obiecać to samo w kolejnym roku, i jeszcze w kolejnym.
Co uznałby Pan za największy sukces tej kadencji na jej półmetku?
– Bez wątpienia sukcesem jest to, że pierwszy raz od dekad w radzie gminy pojawiła się tak silna reprezentacja niezależna od wójta. Demokratyczna kontrola władzy to element niezbędny do jej sprawnego funkcjonowania, a nie przeszkoda. Obserwuję też coraz większą aktywność mieszkańców, którzy coraz odważniej domagają się swoich praw – piszą petycje, przychodzą na sesje i komisje, zabierają głos, chcą mieć sprawczość.
Sukcesem obywatelskim były też wybory Młodzieżowej Rady Gminy. Patrząc na pracę tej grupy młodych ludzi, ich zaangażowanie, niezależność, ale i profesjonalizm – można z nadzieją patrzeć w przyszłość. To wszystko odbudowuje społeczeństwo obywatelskie. Mam nadzieję, że zaprocentuje to w przyszłości, po zmianie władzy za trzy lata.
Realne sukcesy w polityce wykonawczej gminy, które można byłoby dziś jednoznacznie przypisać tej kadencji, trudno mi wskazać. Kilka ważnych inwestycji jest w trakcie realizacji i zostało złożonych – jak zawsze – dużo obietnic na przyszłość. Zobaczymy, ile z nich zostanie zrealizowanych do końca kadencji, a ile po prostu zostanie przeniesionych do ulotek wyborczych w 2029, jako wabik.
Jakie działania powinny zostać podjęte w kolejnych dwóch latach kadencji?
– Spróbujmy przede wszystkim dotrzymać złożonych obietnic. Ostatni Plan Rozwoju Lokalnego to jeden wielki wyrzut sumienia. Nie potrzebujemy kolejnych folderów z wizjami, tylko realizacji spraw, które mieszkańcom obiecano. Zadbajmy o dobre wykorzystanie przewag naszej gminy. Twórzmy nowe możliwości rozwoju dla młodzieży, nadal wspierajmy seniorów i usuwajmy bariery: komunikacyjne, edukacyjne, w dostępie do służby zdrowia i kultury. Wspierajmy przedsiębiorców. Rozwijajmy transport publiczny.
Zbudujmy gminę, która zaspokaja podstawowe potrzeby mieszkańców: daje poczucie bezpieczeństwa, pozwala odpocząć i zapewnia przejezdne drogi. A nade wszystko – otwórzmy się na ogromny potencjał tkwiący w naszych mieszkańcach, ich wiedzy, doświadczeniu i gotowości do wspierania naszej małej ojczyzny. Bo samorząd to my wszyscy!
Komentarze (0)