Niels Frederiksen wybierając pierwszy skład na mecz z Motorem Lublin ewidentnie pokazał, że ceni sobie dobrze dysponowaną obronę. Do wyjściowej jedenastki powrócił Antonio Milić, zastępując Roberta Gumnego, a ponadto swoje miejsce w składzie utrzymał Timothy Ouma po świetnym starciu z Legią Warszawa. Poza tym nie doszło do poważnych roszad choć trzeba podkreślić, że w kadrze meczowej zabrakło Joao Moutinho jak i Yannicka Agnero.
Obaj piłkarze doznali urazów podczas treningów w tygodniu poprzedzającym starcie z Motorem Lublin, ale klub poinformował, że w przyszłym tygodniu powinni powrócić do zajęć z całą drużyną.
Błysk geniuszu Bengtssona osłodził nastroje w Poznaniu. Koszmar lidera Kolejorza
Piłkarze Lecha Poznań od pierwszych minut pokazywali, że chcą sforsować linię obrony Motoru Lublin poprzez długie podania prostopadłe między liniami do najszybszych zawodników. Mistrzowie Polski stosowali proste środki w ofensywie, wykorzystując swoje świetne przygotowanie fizyczne i wysoką jakość w rozegraniu. Gospodarzom towarzyszyły duże problemy z grą pod wysokim pressingiem Kolejorza przez co nie potrafili zapanować nad przebiegiem spotkania w pierwszych 20 minutach. Lublinianie nie brylowali w rozegraniu, a gościom zagrażali głównie po dośrodkowaniach.
Najboleśniejszy cios dla Lecha Poznań przyszedł jednak z zupełnie nieoczekiwanej strony. W trakcie jednego z pojedynków w 19. minucie Ali Gholizadeh przeskakując nad wykonującym wślizg rywalem spadł na tyle niefortunnie, że został zniesiony z boiska na noszach. Jego reakcja po całym zdarzeniu była wręcz dramatyczna i zwiastowała to, co najgorsze, ale zespół Kolejorza po jego stracie robił wszystko, co w jego mocy, by nie obniżyć swoich lotów w grze. Gracze Lecha Poznań cały czas realizowali swój plan, licząc, że agresywny pressing i ataki po fazach przejściowych zapewnią mu upragnione prowadzenie.
Motor Lublin się jednak rozkręcał szukając okazji po dośrodkowaniach w pole karne i wymuszając na rywalach błędy przy wyprowadzeniu piłki spod własnego pola karnego. Podopieczni trenera Mateusza Stolarskiego podgrzewali atmosferę pod bramką Bartosza Mrozka, ale brakowało im jakości przy finalizacji. Takie same problemy miał zresztą również zespół Nielsa Frederiksena, który nie wykorzystywał klarownych sytuacji strzeleckich. Największe zagrożenie swoimi strzałami tworzył zdecydowanie Patrik Walemark.
To jednak Leo Bengtsson w końcu zaskoczył Tratnika w 40. minucie spotkania po niesamowitej akcji indywidualnej. Najpierw popisał się on efektowną "ruletką", a potem klinicznym wykończeniem przy strzale na bramkę Motoru. Lech wyszedł na prowadzenie dość niespodziewanie po trudniejszym momencie, w którym to gospodarze coraz częściej zaczęli rzucać wyzwanie defensorom Kolejorza. Goście jednak potrafili sobie poradzić pod naciskiem Lublinian i to stanowiło klucz do tego, by utrzymywać zwycięstwo. Niewiele zabrakło do tego, by Antoni Kozubal tuż przed przerwą podniósł prowadzenie na 2:0, ale Tratnik genialnie obronił jego uderzenie.
Lech dograł mecz w Lublinie trzymając rękę na pulsie. Zwycięstwo mogło być jednak o wiele wyższe
W drugiej części spotkania oba zespoły w dalszym ciągu prezentowały otwartą grę i mocno na siebie naciskały w pressingu. Nikt nie zamierzał oddawać drugiej ekipie inicjatywy w tym meczu, a kibice oglądali wiele pojedynków fizycznych na boisku. Kolejorz niezmiennie szukał swoich okazji na kolejne bramki po dalekich podaniach między liniami formacji Motoru Lublin. Hakans i Walemark mocno na nich korzystali, lecz ich wykończenie w trzeciej tercji pozostawało wiele do życzenia.
Zdecydowanie najlepiej w zespole Kolejorza prezentowała się defensywa na czele z Michałem Gurgulem i Wojciechem Mońką. Lublinianie nie znajdowali sposobu także na oszukanie Timothy'ego Oumy w środku pola. Lech Poznań bardzo pewnie gasił wszelkie zagrożenia ze strony swoich przeciwników, ale równocześnie sam ponosił porażki, konstruując kolejne ataki. Długie podania na dobieg pomiędzy liniami wcale nie gwarantowały przyjezdnym klarownych sytuacji strzeleckich. Lublinianie wygrywali z nimi pojedynki lub zwyczajnie lechitom brakowało jakości przy opanowywaniu piłek.
Mistrzowie Polski kontrolowali przebieg spotkania, ale musieli zachowywać czujność przy dośrodkowaniach w pole karne, które stanowiły najgroźniejszą broń po stronie Motoru Lublin. Poznaniacy nie dawali się jednak zaskakiwać, a to wszystko dzięki bardzo dobrej grze zespołowej przy grze bez piłki. Mało tego! Kilkukrotnie Kolejorz miał nawet możliwość podwyższenia prowadzenia, ale znakomita postawa Tratnika nie pozwalała podopiecznym Nielsa Frederiksena na przedwczesną radość.
Finalnie mistrzowie Polski musieli zadowolić się wynikiem 1:0, który i tak w ogólnym rozrachunku przyniósł im to, co najważniejsze - utrzymanie przewagi nad Górnikiem Zabrze i pozycji samodzielnego lidera Ekstraklasy. Piłkarze Kolejorza mogli sobie jednak pluć w brodę, bowiem kilkukrotnie mieli znakomite okazje na doprowadzenie do bardziej okazałych rozmiarów zwycięstwa. Po tym meczu uwaga kibiców będzie jednak zdecydowanie najbardziej skoncentrowana nie na formie strzeleckiej lechitów, a na losie Alego Gholizadeha, który resztę spotkania w Lublinie oglądał w otoczeniu kolegów z ławki rezerwowych.
Motor Lubin - Lech Poznań 0:1 (0:1)
Gole: Bengtsson 40. - Lech
Motor: Tratnik - Stolarski (Wójcik 77.), Najemski, Bartos, Luberecki - Samper, Rodrigues (Karasek 86.), Wolski - Van Hoeven (Ronaldo 65.), Czubak (Dadashov 77.), Ndiaye (Król 65.).
Lech: Mrozek - Pereira, Mońka, Milić, Gurgul (Gumny 78.) - Ouma, Kozubal, Walemark (Palma 65.) - Bengtsson (Ismaheel 78.), Ishak, Gholizadeh (Hakans 19., Jagiełło 66.).
Sędziował: Karol Arys (Szczecin)
Komentarze (0)