Przed meczem wiadomo było, że w hicie kolejki Niels Frederiksen nie będzie mógł skorzystać z Pablo Rodrigueza, który został zawieszony z powodu nadmiaru żółtych kartek. Jego miejsce zajął Timothy Ouma, ale nie była to jedyna roszada jakiej dokonał Duńczyk. Do wyjściowej jedenastki powrócił Leo Bengtsson i zastąpił Luisa Palmę, który wydawać się mogło wreszcie wracał na właściwe tory. To właśnie ta zmiana mogła szczególnie dziwić, biorąc pod uwagę to, że w poprzednim starciu odnotował gola na 2:0!
Co ciekawe na ławce rezerwowych Lecha Poznań wreszcie pojawił się Radosław Murawski. To zdecydowanie pozytywny zwiastun rychłego powrotu środkowego pomocnika. Na ławce rezerwowych pojawił się też wreszcie Antonio Milić, ale znów zabrakło Mateusza Skrzypczaka. Na środku obrony znów wystąpił zatem Robert Gumny, którego postawę po ostatnim starciu chwalił Niels Frederiksen.
Kompletna deklasacja przy Bułgarskiej. Lech Poznań zmiażdżył Legię pod każdym względem
Po Legii widać było, że przystąpiła do spotkania z nożem na gardle. Po wygranej Widzewa po prostu musieli sięgnąć po trzy punkty w Poznaniu, ale Kolejorz po 180 sekundach od rozpoczęcia meczu zadał posłał ich na liny. W pierwszej akcji meczu podopieczni Nielsa Frederiksena wyprowadzili niesamowity atak, gdzie po cudownej asyście piętą Walemarka jeszcze piękniejszym "rogalem" popisał się Ali Gholizadeh. Irańczyk nawiązał tym samym do swojego znakomitego uderzenia sprzed roku na Łazienkowskiej, które przyczyniło się do mistrzostwa kraju.
Przyjezdni po stracie gola nie wyglądali jednak na znokautowanych. Bardzo ostro naciskali na Kolejorza w pressingu, pokazując walkę jak o życie. Lech Poznań nie łamał się jednak pod niesamowicie agresywnym naciskiem i świetnie operował piłką na bardzo małej przestrzeni. Nawet, kiedy przydarzały im się straty w środku pola przy konstruowaniu ataków, znakomicie dysponowani Ouma i Kozubal łatali wszelkie niedociągnięcia. Gospodarze wciągali graczy Legii Warszawa głęboko na swoją połowę, próbując stworzyć sobie dobre warunki do zaskoczenia ich za pomocą kilku wymian piłki między liniami.
"Wojskowi" prezentowali się dobrze fizycznie, ale poza tym oferowali bardzo niewiele. To Lech Poznań zdecydowanie prowadził grę i stwarzał poważne zagrożenie pod bramką Otto Hindricha. Legia miała spore problemy z tym, by przebić się przez znakomicie zorganizowany blok Kolejorza, a ich problemy spotęgowały się w 22. minucie. Wtedy to Rafał Augustyniak zatrzymał rozpędzającego się Leo Bengtssona brutalnym faulem w efekcie czego pierwotna żółta kartka została anulowana, a lider "Wojskowych" zobaczył czerwony kartonik. Wypełniony po brzegi stadion przy Bułgarskiej niósł drużynę Lecha Poznań, która prezentowała najwyższą jakość, utrzymując przy tym imponującą intensywność.
Koszmar Legii jednak trwał. Po pół godzinie gry Lech dobił swoich rywali golem na 3:0. Ali Gholizadeh posłał kliniczne dośrodkowanie na głowę Michała Gurgula, który walcząc w powietrzu ściągnął na siebie uwagę przeciwników łącznie z bramkarzem. Polak przegrał pojedynek, ale na bezpańską piłkę czekał przyczajony za jego plecami Mikael Ishak. Szwed pewnie pokonał leżącego na ziemi Hindricha, a "Wojskowi" nie potrafili w żaden sposób zaskoczyć gospodarza. Atmosfera na stadionie była fenomenalna, a 40 tysięcy kibiców pchało swoich ulubieńców do kolejnych ataków.
Pressing podopiecznych Nielsa Frederiksena był nie do złamania. Niebiesko-Biali przechwytywali każdą piłkę, znakomicie czytali grę i nie wypuszczali Legii z własnej połowy. Lech Poznań wręcz upokarzał Legię w pierwszej połowie i ciągle dociskał gaz w swojej grze. W 39. minucie wynik na 3:0 podniósł Michał Gurgul, dobijając piłkę po uderzeniu Patrika Walemarka w sytuacji sam na sam, a trzy minuty później dublet Ishaka całkowicie pogrążył legionistów.
Legia nie zareagowała na demolkę w pierwszej połowie. Kolejorz dołożył w końcówce dwa piękne momenty
Legia po powrocie na boisko zmieniła podejście i zaprezentowała bardziej pragmatyczne podejście do gry. Ustawiła się głębiej z pewnością niechcąc aż tak mocno ryzykować potencjalnych akcji bramkowych po atakach między liniami poszczególnych formacji. Podopieczni Nielsa Frederiksena mimo wszystko i tak bardzo swobodnie operowali piłką pod bardziej zagęszczonym polem karnym rywali. Częściej jednak musieli szukać swoich okazji strzeleckich po dośrodkowaniach.
Niemoc Legii Warszawa w ofensywie była aż nadto widoczna. Po stronie podopiecznych Marka Papszuna brakowało kreatywności w trzeciej tercji, a nawet samo wyprowadzenie piłki sprawiało im gigantyczne problemy. Pressing Lecha Poznań także w drugiej połowie był zabójczy i goście często w trywialny sposób tracili posiadanie. Po pierwszym kwadransie legioniści wyglądali jakby przede wszystkim nie chcieli dopuścić do powiększenia się straty bramkowej, zamiast walczyć o jakiekolwiek nadrobienie wyniku.
Statystyki również w drugiej części spotkania były miażdżące. Kolejorz na pół godziny przed końcem meczu miał 68 procent posiadania piłki i oddał 13 strzałów na 3 Legii. "Wojskowi" do tej pory nie oddali choćby jednego strzału na bramkę Bartosza Mrozka. Po 70. minucie poziom intensywności opadł z obu stron, ale to Lech Poznań nadal kontrolował przebieg spotkania. Poznaniacy podkreślali swoją dominację pokazując ze swojej strony pełną kontrolę w ataku pozycyjnym. Kolejnego gola jednak nie było, bowiem rywale zaczęli lepiej pracować przy przechwytach pod własnym polem karnym.
Mimo to Lech Poznań stwarzał naprawdę ogromne zagrożenie pod bramką Hindricha na ograniczonej przestrzeni. Kilkukrotnie tylko brak dokładności przy wykończeniu ratował Legię od strat kolejnych goli. Cały pojedynek między obiema ekipami zwieńczyły po stronie Kolejorza dwa wyjątkowe momenty. Po roku nieobecności wreszcie na murawie w meczu Lecha zameldował się Radosław Murawski, otrzymując 20 ostatnich minut do gry. Ponadto w linii obrony swojego debiutu w prestiżowym starciu doczekał się Hubert Janszyka. Jego wejście sprawiło, że Kolejorz kończył mecz z czterema wychowankami w linii obrony i piątym na bramce.
Niebiesko-Biali pokonali Legię 4:0 i obronili pozycję lidera z trzema punktami przewagi nad Górnikiem Zabrze.
Lech Poznań - Legia Warszawa (4:0)
Gole: Gholizadeh 3., Ishak 31., 42., Gurgul 38. - Lech
Lech: Mrozek - Pereira (Janyszka 85.), Mońka, Gumny, Gurgul - Kozubal (Jagiełło 63.), Ouma, Walemark (Hakans 64.) - Bengtsson, Ishak, Gholizadeh (Palma 65.).
Legia: Hindrich - Piątkowski, Augystyniak, Pankov (Reca 72.) - Wszołek, Elitim, Szymański (Kovacik 65.), Kun (W. Urbański 65.) - Urbański (Kapustka 45.), Adamski (Jędrzejczyk 21.) - Rajović.
Żółte kartki: Kapustka 61. - Legia
Czerwona kartka: Augustyniak 20. - Legia
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom)
Komentarze (0)