Już od pierwszych rzutów było widać, że nie będzie to „kolejna impreza do odhaczenia”. Atmosfera była swobodna, momentami wręcz rodzinna, ale kiedy przychodziło do gry - koncentracja rosła natychmiast. Mölkky, choć na pierwszy rzut oka wydaje się prostą zabawą, bardzo szybko pokazuje swoje drugie oblicze. Tu nie wystarczy rzucić - trzeba trafić dokładnie tyle punktów, ile potrzeba. Każdy błąd kosztuje, każda decyzja ma znaczenie.
Na starcie samorządowcy nie tylko Wielkopolski
Na starcie stanęli nie tylko mieszkańcy Puszczykowa, ale również samorządowcy oraz goście z innych gmin i miast partnerskich, w tym ze Szklarskiej Poręby, Kleszczewa i Bojanowa. Wśród uczestników nie brakowało także znanych nazwisk – i co istotne, nikt nie stał z boku. Wszyscy grali, rywalizowali i – jak to w sporcie bywa – przeżywali swoje momenty lepsze i gorsze.
Z czasem rywalizacja nabierała tempa. Pojedynki były wyrównane, a o zwycięstwie decydowały detale: precyzja, opanowanie i umiejętność utrzymania nerwów na wodzy w kluczowych momentach. Ostatecznie wśród samorządowców zwyciężył Jarosław Rado z Bojanowa, a w kategorii mieszkańców najlepszy okazał się Miron Skołuda.
Ale choć wyniki zostały zapisane, trudno oprzeć się wrażeniu, że tego dnia nie one były najważniejsze. Znacznie częściej niż o klasyfikacji końcowej mówiło się o konkretnych rzutach, o emocjach, o sytuacjach, które wywoływały śmiech albo niedowierzanie. To właśnie te momenty budują charakter takich wydarzeń.
Kilka rzutów i pojawia się atmosfera
W tej grze jest coś, co przyciąga ludzi niezależnie od wieku czy doświadczenia - mówi radna Puszczykowa Maria Michałowska, która sama znalazła się tuż za podium. - Wystarczy kilka rzutów i nagle okazuje się, że wszyscy zaczynają się angażować, kibicować sobie nawzajem i po prostu dobrze się bawić. To jest największa wartość tego turnieju. Za rok chcemy zrobić go jeszcze lepiej, ale najważniejsze jest jedno - żeby było nas jeszcze więcej.
Trudno się z tym nie zgodzić. Bo Mölkky w Puszczykowie nie jest tylko sportem. To pretekst do spotkania, rozmowy i bycia razem w sposób, który dziś nie jest już oczywisty. Bez formalności, bez dystansu, bez podziałów.
Organizacyjnie nad całością czuwało Stowarzyszenie Gier Planszowych "Kości", które zadbało o sprawny przebieg turnieju, a dzięki wsparciu sponsorów uczestnicy mogli również wziąć udział w dodatkowych atrakcjach, w tym konkursie wiedzy o lokalnych obiektach sportowych i kulturalnych.
- Z perspektywy obserwatora można powiedzieć jedno: to wydarzenie ma potencjał, który dopiero się rozwija. Bo jeśli coś działa naturalnie i przyciąga ludzi bez potrzeby „pompowania” atmosfery, to zwykle rośnie samo - powiedział nam jeden z widzów.
Mölkky wróci do Puszczykowa już za rok
Za rok zapewne będzie więcej uczestników, więcej emocji i jeszcze większa frekwencja. Ale jedno raczej się nie zmieni - ten moment, w którym ktoś po raz pierwszy trafia idealnie i uśmiecha się jak dziecko.
- Bo tak naprawdę o to w tym chodzi - podsumował uczestnik, z którym rozmawialiśmy. - Na co dzień wszyscy mamy za mało dobrych emocji, ta gra pozwala choć trochę do zmienić. Dlatego jest tak lubiana.
Komentarze (0)